Borówka amerykańska – uprawa

Nareszcie zawitała do nas wiosna , niestety  nie przyniosła ona ze sobą upragnionego ciepła ale miejmy nadzieję że to się szybko zmieni bo  jeśli prawdziwa wiosna to tylko z kwitnącymi krzewami borówek w naszych ogrodach .Borówka amerykańska jest bardzo ciekawą rośliną, ponieważ została ona sprowadzona z drugiego końca świata a bardzo dobrze czuje się w naszych warunkach klimatycznych, chociaż te niekiedy bywają bardzo kapryśne. A więc co robić by w naszych ogrodach pojawiły się piękne i pyszne borówki?

Wymagania:

Borówka wysoka lubi stanowiska słoneczne, ciepłe i zaciszne, ma dosyć specyficzne wymagania glebowe wymaga gleby lekkiej , wilgotnej i kwaśnej. Krzewy borówki amerykańskiej sadzimy w odstępach  2-2,5m najlepiej wiosną lub jesienią. Sadzenie wiosną jest mniej ryzykowne, gdyż rośliny nie są narażone na przemarznięcie, ale za to należy liczyć się z koniecznością ich podlewania.  Na plantacje powinien być wysadzany 2-3 letni materiał roślinny, rozmnażany wegetatywnie, w pojemniku lub z bryłką korzeniową.
Na niewielkiej działce praktycznie jest posadzić kilka odmian, od wczesnych do późnych, aby zapewnić sobie owocowanie od początku lipca do końca września.

Pielęgnacja:

Po zasadzeniu przycinamy  pędy na wysokość kilku oczek ponad ziemią. Glebę w rzędach należy odchwaszczać ręcznie. Wskazane jest ściółkowanie rzędów trocinami lub korą. Zmniejsza to parowanie wody, wzbogaca glebę w próchnicę .Przez pierwsze kilka lat po zasadzeniu usuwa się tylko pędy suche. Po 3-4 latach należy usuwać również najstarsze bardzo drobne gałązki i skracać pędy bardzo wysokie.

Nawożenie:

Nawożenie mineralne dla borówki amerykańskiej jest dość specyficzne, wymaga zwiększonego nawożenia azotem i ograniczonego nawożenia potasem i fosforem. Nawożenie fosforem i potasem najkorzystniej jest wykonać zaraz po zbiorze owoców a przy tym spulchnić ziemię mieszając ją z nawozem, natomiast azotowe wykonać w trzech dawkach: w połowie kwietnia, połowie maja i w połowie czerwca.

Zachęcamy do samodzielnej uprawy borówki amerykańskiej to nic trudnego a po niedługim czasie możemy cieszyć pysznymi, zdrowymi owocami.

Borówka amerykańska samo zdrowie !

Nadeszła w końcu upragniona wiosna co więc zrobić by zadbać o swoje zdrowie? Mamy dla Państwa ciekawą propozycje a mianowicie borówkę brzmi banalnie, jednak to wielka perełka wśród owoców, nazywana również naturalnym eliksirem młodości.

Borówki amerykańskie to samo zdrowie – smaczne zdrowie, wyróżniają się dużymi zasobami składników odżywczych, co sprawia, że są cennym elementem zdrowej diety. Zawierają mnóstwo witamin: C,A,E,K i z grupy B wapń, fosfor, magnez , cynk, błonnik, potas. Borówki bardzo mile widziane są w naszych domach dodajemy je do ciast, deserów, koktajli. Jeśli chcemy przedłużyć im życie róbmy dżemy, kompoty i soki oraz zamrażajmy. Jest to jeden ze sposobów, abyśmy również zimą mogli korzystać z naturalnych witamin.

Borówki posiadają najwyższą aktywność antyoksydacyjną spośród wszystkich owoców, czyli najmocniej przeciwdziałają powstawaniu raka, wspomagają odporność, chronią serce (dzięki zawartości fitoestrogenów i błonnika borówki mają zdolność do obniżania złego cholesterolu)doskonale wpływają na wzrok (borówki zalecane więc dla osób obciążających wzrok). Owoce te są również źródłem kwasu foliowego który zalecany jest dla kobiet w ciąży.

Całkowite korzyści zdrowotne wynikające z jedzenia borówki czynią ją bezcennym narzędziem w walce z chorobami. W rzeczywistości, w kategorii długoterminowych korzyści borówka jest zdecydowanie najlepszym z owoców i powinna stanowić część diety każdej osoby dbającej o swoje zdrowie i dobrą kondycję. A więc czy możemy nie korzystać z tak wspaniałego daru jaki oferuje nam natura? Dlatego zachęcamy do samodzielnej uprawy tej rośliny w ogródkach działkowych by cieszyć się pysznymi świeżymi owocami, tym bardziej iż borówka dość dobrze czuje się w naszych warunkach klimatycznych. Możemy sobie pozwolić na jedzenie borówki amerykańskiej w dużych ilościach, przyczyni się to tylko do poprawy naszego zdrowia.

Cebule kwiatowe, co warto wiedzieć.

Jak sadzić cebulki kwiatowe i kiedy?

Cebulki odporne na zimowe mrozy sadzimy jesienią (np. tulipany, narcyzy czy krokusy). Rośliny charakteryzują się wiosennym okresem kwitnienia. Cebule, kłącza i bulwy roślin kwitnących latem (np. mieczyki, begonie bulwiaste, dalie), sadzimy wiosną, gdy ustąpią przymrozki i temperatura ustabilizuje się powyżej zera. Cebulki zawsze sadzimy wierzchołkiem do góry.

Głębokość sadzenia :

Głębokość sadzenia uzależniona jest od wielkości cebulek. Główną zasadą jest sadzenie cebulek na głębokości trzykrotnej wysokości cebulki mierzonej od podstawy do wierzchołka. Od powyższej reguły jest oczywiście kilka wyjątków ( krynia, jak też lilia biała, które sadzimy płytko, na głębokości ok. 3-4cm.)

Odległości między cebulkami:

Duże cebulki, które wolno przyrastają sadzimy co 25 – 40 cm, a drobne co 8 – 10 cm. Jeśli szybko zagęszczają przeznaczony dla nich teren, powinniśmy je co kilka lat rozsadzać.

Jaka ziemia?

Rośliny cebulowe lubią lekką, przepuszczalną i żyzną ziemię – najlepsza będzie dla nich rabata na piaszczystym podłożu. Ziemia powinna być wcześniej spulchniona, próchnicza, wymieszana z kompostem.

Pamiętajmy!

Pamiętajmy by wybierać cebulki zdrowe nie uszkodzone. Uważajmy również na te z wyrośniętymi liśćmi.

Dobra rada dla spóźnialskich:

A co jeżeli zapomnieliśmy posadzić jesienią cebulki roślin ozdobnych a wiosną chcielibyśmy jednak nacieszyć się ich urodą?

Kiedy po nadejściu mrozu zostały nam jeszcze jakieś cebule, posadźmy je w zwykłych doniczkach. Ziemię podlewamy i pojemniki umieszczamy w chłodnej piwnicy (około 2 stopni C ) lub na tarasie w skrzyni. Gdy na wiosnę rośliny wykiełkują, przesadzamy je na rabaty albo do pojemników by cieszyć się ich urodą.

Agrowłókniny zimowe, ochrona w naszych ogrodach

Każdy z nas chciałby dobrze ochronić swoje rośliny, krzewy ,drzewka przed zimą w której narażone są na mróz i zimny wysuszający wiatr. Musimy więc przystąpić do prac przed pierwszymi przymrozkami , najlepiej w listopadzie. Do tego najbardziej odpowiednie będą białe agrowłókniny zimowe.

Okrycie z agrowłókniny jest lekkie ( nie uszkodzi roślin) ma również wiele właściwości m.in. przepuszcza wodę i składniki pokarmowe do podłoża, utrzymuje optymalny mikroklimat podłoża, przyspiesza wegetację, podnosi temperaturę podłoża, wzmacnia system korzeniowy roślin, utrzymuje nisko rosnące rośliny i warzywa w czystości (truskawki, ogórki), posiada stabilizator UV, dzięki temu jej żywotność wydłuża się, zapewnia korzystny mikroklimat podłoża. Agrowłóknina zimowa znajduje swoje zastosowanie w ochronie roślin iglastych(np.cyprysów), róż, winorośli, jeżyn,warzyw oraz innych gatunków nieodpornych na negatywne działania zimy. Szczególnej ochrony wymagają rośliny znajdujące się w miejscach narażonych na mroźny  wiatr (np. na tarasach).

Wygodna i szybka ochrona: Agrowłókniny sprzedawane są w dużych kawałkach bądź rolkach. Jednak nie każdy z nas potrzebuje aż tyle materiału  dlatego świetnym rozwiązaniem mogą tu być kaptury ochronne szyte z agrowłókniny , które nie dawno weszły na rynek i stały się wielkim hitem, posiadają one różne rozmiary, są także łatwe w użyciu wystarczy nasunąć je na wybraną roślinę i zaciągnąć sznurek znajdujący się przy każdym kapturze. Łatwe i praktyczne.

Czy w listopadzie można sadzić rośliny w ogrodzie ?

Listopad, choć to jeszcze jesień uważany jest przez wielu za miesiąc zimowy. Czy można zatem w listopadzie sadzić rośliny do gruntu.

Dżdżysty mróz, opadnięte liście, opady śniegu, ciepła kurtka i buty, czapka na głowę, zimowe opony, etc…, tak zazwyczaj wyglądał miesiąc listopad. W tym roku przyroda jednak pozwala nam cieszyć się piękną aurą znacznie dłużej. Mamy za sobą kolejny piękny weekend, ja spędziłem go w ogrodzie składając trampolinę i usuwając z ogrodu po raz kolejny liście na kompost.

Ziemia wilgotna, miękka, wprost idealna do sadzenia roślin do gruntu. Jeżeli planujesz posadzić w ogrodzie iglaki lub drzewka owocowe, warto to zrobić jeszcze teraz. Dzięki temu zyskujesz cenny czas na to aby rośliny ukorzeniły się w gruncie, a wiosną od razu zaczęły rosnąc i się rozwijać.

Czy ma sens czekanie  z sadzeniem roślin  do wiosny która może przyjść z opóźnieniem ?

W przypadku pewnych gatunków mniej odpornych na zimowe przymrozki rzeczywiście lepiej poczekać z sadzeniem do wiosny, mam tutaj na myśli: azalie, rododendrony,winorośla, rośliny wrzosowate. Posadzone  przed zimą (  późną jesienią np.w listopadzie) i nie zabezpieczone właściwie ( np. agrowłókniną zimową ) przed przymrozkami i niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi  mogą zostać  poważnie uszkodzone.

Podsumowując, kto planuje sadzić żywopłot z iglaków lub stworzyć sad owocowy, warto uczynić to jeszcze tej jesieni, rośliny odwdzięczą się za to już najbliższej wiosny.

Kiedy i jak sadzić sadzonki azalii i rododendronów ?

Różaneczniki, czyli m.in. azalie i rododendrony , rośliny o nieprzeciętnej urodzie kwiatów najlepiej sadzić  do gruntu od początku kwietnia do końca czerwca.

Sadzenie.

Różaneczniki uprawia się w kwaśnym podłożu torfowym, często z domieszką kory sosnowej. Niektórzy stosują również ziemię próchniczą z lasu, doświadczenie jednak pokazuje że nie jest to najtrafniejszy pomysł, gdyż wyrastają z niej bardzo często ciężka do wyplewienia dzika trawa.

Wykonujemy dołek w wyznaczanym  miejscu, około 10 – 15 cm głębszy niż wysokość doniczki w którym rośnie nasza sadzonka i ok 10 – 15 cm szerszy od średnicy bryły korzeniowej sadzonki.  Jeżeli ziemia jest sucha, to wskazane jest dołek polać wodą .  Na spód dołku wsypujemy warstwę kwaśnego torfu, wkładamy następnie sadzonkę  z całą bryłą korzeniową, obsypujemy ją z boku również torfem w całości wypełniając  dołek. Torf bardzo delikatnie ugniatamy wokół rośliny,  tak aby powietrze miło możliwość dostępu do systemu korzeniowego.  Po posadzeniu  w okuł rośliny obsypujemy cienką warstwą kory sosnowej ok  5-7 cm, która dodatkowo będzie dawać kwaśny odczyn pH podłoża oraz utrudni wzrost chwastów.

Podlewanie.

Pierwsze obfite podlanie rośliny, powinno nastąpić zaraz po jej posadzeniu. Woda z podłoża torfowego bardzo szybko odparowuje , proces ten trochę spowalnia zastosowanie wcześniej wspomnianej kory sosnowej, dlatego należy pamiętać o systematycznym podlewaniu nowo posadzonej rośliny codziennie, najlepiej w godzinach porannych przez kilka tygodniu po posadzeniu. Należy oczywiście zachować zdrowy rozsądek, nie podlewamy oczywiście w dni deszczowe

Zdrowie rośnie na grządkach

Z coraz większą nieufnością przyglądam się owocom i warzywom w sklepie. Mam zwyczaj ich wąchania. Serio. Biorę jabłko lub główkę sałaty i podtykam sobie pod nos. Uwierzcie mi, coraz mnie pachną naturalnym aromatem. Śliczne, błyszczące, jędrne (nawet zimą!) wzbudzają moją coraz większą nieufność. Przypominają twarz kobiety po zabiegach z botoksu.

Cieszę się, że mam kawałek ogródka za miastem. Że warzywa tam wysiane są zdecydowanie bardziej zdrowe niż te ze sklepowej półki. A jak pachną!!!

Uprawa warzyw nie jest czymś skomplikowanym. Wystarczy trzymać się kilku podstawowych zasad, pilnować młodych siewek przed szkodnikami i chorobami, a pielenie potraktować jako okazję do opalania (jeśli już ktoś chronicznie nie znosi tej czynności)

Samodzielne wyhodowanie warzyw daje nam pewność, że będą one świeże i bez szkodliwych substancji. Styczeń i początek lutego są najlepszym czasem na to, aby zaopatrzyć się w nasiona. Musimy pamiętać o tym, że nasiona najlepiej kupować w sprawdzonych sklepach ogrodniczych. Warto zwrócić uwagę na ich datę ważności oraz stan opakowania np. ślady zawilgotnienia. Prześledźmy co i kiedy zasiać w naszym ogródku.

Pod koniec lutego i na początku marca, jeżeli oczywiście mamy taką możliwość, zajmujemy się przygotowaniem roślin na rozsady. Nasiona warzyw siejemy w skrzynkach, które trzymamy w nasłonecznionym i ciepłym miejscu. Dotyczy to przede wszystkim takich warzyw jak por, seler, wczesne i średniowczesne odmiany sałaty oraz pomidora, kalarepa, brokuły, papryka, kapusta biała czy kalafior. Przy dobrej pogodzie, pod koniec marca, możemy zacząć wysiew do gruntu dymki oraz czosnku, a także przesadzać przygotowane wcześniej rozsady sałaty.

Kwiecień i maj będą jednymi z najbardziej pracowitych miesięcy. W pierwszej połowie kwietnia sieje się wczesną i średniowczesną marchew, koper, rzodkiewkę. Mniej więcej w połowie miesiąca cebulę i buraki ćwikłowe. Z nadejściem kwietnia przenosimy do gruntu rozsadę wczesnych odmian sałaty, kalarepy, kapusty białej, kalafiorów, porów oraz selerów.

W pierwszej połowie maja wysiewamy do gruntu groch oraz fasolę. W naszym ogrodzie powinny znaleźć się już sadzonki pomidorów. Od połowy maja warunki sprzyjają sianiu do gruntu średniowczesnych odmian marchwi. W drugiej połowie miesiąca sadzimy także wysiane na początku kwietnia ogórki.

Początek czerwca jest ostatnim dzwonkiem, aby zasadzić pomidory, paprykę, kapustę i ogórki do późnych zbiorów. Do gruntu możemy nadal wsadzać takie rośliny jak buraki ćwikłowe, fasolę szparagową, koper i późne odmiany marchwi. Przy dużej wilgoci w lipcu, mamy możliwość siania buraków z przeznaczeniem na przechowywanie. Jest to także czas, kiedy mamy szansę na wysiew późnych odmian rzodkiewki i fasoli karłowatej. W drugiej połowie lipca sadzi się wprost do gruntu kapustę pekińską.

Jeżeli chodzi o wysiew warzyw, to w kolejnych miesiącach nie mamy już wiele możliwości. Warto jednak w sierpniu zasadzić szczypiorek. Troszcząc się o przyszłoroczne zbiory, w październiku posadźmy zimową marchew oraz czosnek.  Pamiętajmy, że termin sadzenia i wysiewu będzie miał duży wpływ na zbiory.

Dla ułatwienia podaję tabelkę, jako ściągę co, jak i kiedy siać.

Brązowo na zielonym

Kiedy wypieszczone żywotniki, chluba ogrodu i duma właściciela zaczynają brązowieć można lekko spanikować. Jak to? Dlaczego? Przecież dobrze odżywiałem drzewka? Podlewałem, dokarmiałem? Widocznie czegoś zabrakło, było nadto lub powód usychania ma swoje źródło w jeszcze przed zasadzeniem drzewka w ogrodzie.

Zakup rośliny.
Obiegowa opinia o roślinach z marketu nie jest chwalebna. Mówi się, że rośliny kupione w marketach, szczególnie dorodne tuje mają nikłe szanse na przeżycie w ogrodzie.
Dlaczego? Ponieważ są one najczęściej przywożone z Holandii, muszą więc znieść morderczy transport, a ich korzenie są mocno przycięte i wciśnięte w za małe donice.
Nic dziwnego, że nawet przesadzenie w żyzne podłoże nie ratuje rośliny.
Szybko brązowieją i nikną zupełnie. Jednak markety nie są do końca „bee”, a szkółki to „ho ho, super”. Bywa przecież odwrotnie. Przyglądajmy się kupowanym roślinom i jeśli to tylko możliwe zwróćmy uwagę na stan bryły korzeniowej, przecież od niej zależy dalszy los rośliny. I jeszcze uwaga – cierpliwość w ogrodnictwie naprawdę popłaca, zamiast prawie dorosłych okazów, lepiej wybrać młode sadzonki żywotnika.

Azot i magnez – dobry duet

Zasychanie części roślin jest także związane z naturalnym procesem rozwojowym rośliny, występującym u żywotników w okresie jesieni. Ma to związek z brakiem
dostatecznej porcji światła, dotkliwym w gęstych nasadzeniach. Część starszych gałązek wewnętrznych jest zrzucana. Jeśli zjawisko to jest nasilone i drzewko wygląda zbyt „łyso” trzeba pomyśleć wiosną o zasilaniu nawozem z azotem (specjalny do iglaków). Jesienią odradzam taki nawóz, gdyż azot opóźnia drewnienie pędów i tuje mogą być bardziej narażone na przemarznięcie.
Dobrze jest, kilka razy w sezonie zasilić tuje nawozem zawierającym siarczan magnezu. Magnez jest
podstawowym budulcem chlorofilu, zielonego barwnika.
Nie odrosną od tego nowe pędy na miejscu zrzuconych, ale zewnętrzne gałęzie lepiej się zagęszczą i zakryją wewnętrzną łysinkę.

Warunki glebowe i szkodniki

Tuje brązowieją od niewłaściwego podłoża. Jak wskazuje encyklopedia roślin, tuje lubią gleby wapienne i przepuszczalne. Preferują także podłoże wilgotne. Tuje nie powinny rosnąć w trawie, czy na trawniku. Konkurowanie o pokarm z innymi roślinami powoduje, że tuja w oczach marnieje.
Dobre podlewanie i pielenie jest więc obowiązkiem.
Brązowienie iglaków jest często najbardziej widocznym objawem choroby lub działalności
szkodników. Należy wówczas wyciąć wszystkie zbrązowiałe gałązki i je spalić.
Jeszcze jednym „szkodnikiem” i sprawcą usychania tui jest tzw. moczodawca – człowiek lub
pies. Pamiętam, jak moja babcia zmartwiała się usychaniem swoich żywotników, szczególnie jednego, rosnącego tuż przy ścianie domu. Zamartwiał się do czasu, aż wypatrzyła oknem sprawcę – dziadka, który swoją potrzebę fizjologiczną oddawał w sposób, według niego dyskretny. Babcia najpierw zrobiła dziadkowi straszliwą awanturę, a później nie odzywała się do niego przez tydzień.
Kara poskutkowała. Tuje rosły pięknie, pyszniąc się szmaragdowo – zieloną barwą.

Smakosze iglaków – szkodniki

W ogrodzie nigdy nie jesteśmy sami i nie tylko my zachwycamy się pięknie rozwijającymi się roślinami. Iglaki kochamy szczególnie, prawda? Dodają ogrodowi charakteru, elegancji, lekkiej egzotyki. Bardzo lubię koronkowe pędy żywotnika lub srebrzyste igły świerka. Niestety, nie tylko ja. Podczas gdy mnie cieszą doznania czysto wizualne, mogą pojawić się nieproszeni goście, których ucieszą doznania smakowe. Iglaki narażone są na ataki wielu szkodników, które panosząc się bezkarnie mogą narobić naprawdę wielu przykrych szkód, z całkowitym zniszczeniem rośliny włącznie. Żeby walczyć z wrogiem, trzeba go najpierw poznać.

„Smakoszy” iglaków dzielimy na trzy, podstawowe grupy:
– mszyce.
Fachowo zwane ochojnikami. Ochojnik świerkowo-modrzewiowy rozpoczyna żerowanie
wczesną wiosną na korze młodych gałązek. Jak nazwa wskazuje upodobał sobie szczególnie
modrzewie i świerki. Larwy przeobrażają się w samice, te z kolei składają jaja, z których legną się osobniki uskrzydlone (samce) lub bezskrzydłe (samice). Zbrązowiałe igły to efekt ich łakomstwa. I podczas gdy „panowie” przelatują na świerki, by dalej ucztować, „panie” pozostają na modrzewiach. Białe, puchate kłaczki skrywają samice znoszące kolejne jaja.
Larwy tego ochojnika żerując u podstawy młodych pędów wierzchołkowych tworzą tzw. galasy.
Są to wyraźne zgrubienia u podstaw pędu. W nim rozwijają się kolejne pokolenia ochojnika.
Znacznie większe galasy tworzy ochojnik świerkowy, a jego rozwój przebiega bardzo podobnie.
Ochojnika świerkowego rozpoznaje się po dziwnie załamanych igłach i, oczywiście, po
sporych galasach.
Na jodłach, z kolei można się spodziewać ochojnika jodłowego, który zostawia ślady swojego żerowania na igłach rośliny. Powoduje bardzo szybkie zżółknięcie igieł i, jeśli drzewko jest młode, zniszczenie całej rośliny.

Ochojniki zwalczamy chemicznie i mechanicznie. Galasy trzeba koniecznie usuwać i palić. Drzewka opryskiwać w dwóch etapach:
od jesieni do wczesnej wiosny, niszcząc zimujące larwy preparatem np. Fastac 10 EC 0,02% i kiedy tylko zauważymy charakterystyczne białe kłaczki, np. Mospilanem 20 SP 0,02%. W sklepach ogrodniczych na pewno podpowiedzą odpowiedni preparat.

– czerwce
Wyjątkowo dla mnie obrzydliwa, czerwono-brązowawa, wypukła tarczka tuż przy podstawie młodych, rocznych przyrostów świerka to misecznik (świerkowiec), należący do rodziny czerwców.
Żerujące larwy powodują kompletne zniszczenie całych wierzchołków świerka, gałęzi,
prowadząc nawet do uschnięcia całej rośliny. Tam, gdzie żeruje misecznik, tam pojawia się czarny grzyb, dodatkowo pogarszający kondycję drzewka. Ręcznie nie da się niszczyć tych szkodników, są mocno uczepione kory i po prostu rozsypują się w palcach przy ucisku. Miseczniki trzeba „poczęstować” np. preparatem Actellic 500 EC (0,1%) lub Mospilan 20SP(0,02%).
Misecznik cisowiec, misecznik tujowiec, tarcznik jałowcowiec, czerwiec mączysty (mączystek) to różne gatunki szkodnika z tej samej rodziny czerwców, podobne w wyglądzie i sposobie żerowania, a każda, kolejna nazwa wskazuje ich ulubione miejsce żerowania. (Mączysty nie oznacza, że w torebkach z mąką lecz na jałowcach kolumnowych).
Ich okres wegetacji jest podobny, z tym że w przypadku tarczników i mączystków opryski
najlepiej wykonać dwukrotnie, z dwutygodniowym odstępem w czerwcu, a świerkowca w lipcu, kiedy to kończy się okres wylęgu larw.

– roztocza

Delikatna pajęczynka na krzewach iglastych wskazuje na intensywne zagnieżdżenie się tam przędziorka sosnowego. Swoje żerowanie sosnowiec zaczyna od dolnych części rośliny, stopniowo posuwając się ku górze. Igły brązowieją i opadają.
Widoczne pajęczynki na roślinie to dosyć późna pora na skuteczne zabiegi. Warto zlustrować krzewy na początku wiosny, gdyż sosnowiec to najpowszechniejszy szkodnik iglaków. Wystarczy podłożyć białą kartkę pod pęd i potrząsnąć nim.
Maleńkie ruchliwe pajączki, które wylądują na kartce to właśnie przędziorki. Szkodnik jest niezwykle płodny, w ciągu jednego sezonu składa 4-5 razy jaja, ostatnie jako jaja zimowe, z których lęgną się żarłoczne larwy. Opryski stosujemy na postać larwalną, czyli w drugiej połowie maja i ponownie – cyklicznie, raz w miesiącu. Można użyć Karate 025 EC 0,1% lub Talstar 100 EC 0,05% lub innego środka
owadobójczego.

Sadzenie iglaków na koniec lata

Jeszcze niedawno męczył mnie dylemat – kiedy najlepiej sadzić iglaki w ogrodzie? Niby sprawa prosta – sprzedawane w donicach można sadzić cały rok, poza zimą, ale… No właśnie, jedno małe „ale”.

Jeśli masz w planach zakup i sadzenie krzewów iglastych w swoim ogrodzie, zrób to teraz, na koniec lata, nie czekaj do wiosny. Wiosna jest zbyt kapryśna (ostatnio jakby bardziej) i nawet sugerowany do sadzenia przełom marca i kwietnia nie gwarantuje, że młode rośliny ominą nagłe przymrozki, gradobicie, czy niszczące wiatry. Jesień jest zdecydowanie łaskawsza dla sadzonek.
Pozwala na w miarę spokojne ukorzenienie się roślin, czyli ogólnie – przyjęcie się w glebie.
Najlepszym miesiącem na sadzenie i przesadzanie jest okres od połowy sierpnia do połowy
września. Nie zdarzyło mi się, by krzew lub drzewko posadzone wrześniowym popołudniem nie przetrwało zimy. Mogę Ci obiecać z czystym sumieniem, że zarówno sadzonki z pojemników, jak i te wykopywane wprost z ziemi przyjmą się w 100%. Później można sadzić jedynie gatunki mniej wrażliwe na mróz, m.in. tuję, świerk srebrny i jałowiec.

Można je oczywiście zdołować, przysypując wilgotnym piaskiem, ale jeśli to tylko możliwe – sadzimy na zaplanowane miejsce.Sadzonki kupujemy najczęściej w pojemnikach. Jest to niezwykle wygodne i praktyczne rozwiązanie. Zwracam wówczas uwagę na spód donicy, czy korzenie nie wyzierają tam, przez otwory drenażowe, czy nie tworzą zbitej i splątanej masy u spodu. Uszkodzone korzenie nie zagwarantują dobrego przyjęcia się rośliny w ogrodzie. Poza tym niesamowicie trudno jest wyjąć je z pojemnika nie uszkadzając korzeni. Przynajmniej ja mam z tym spory problem.
Czasami szkółki pakują w donice sadzonki z bryłą ziemi, świeżutko wykopane. Należy je wówczas wysadzać od razu po kupnie do gruntu, uważając, by nie rozkruszyć bryły. Takie sadzonki nie nadają się na dłuższe przechowywanie w pojemnikach.

Można też kupić sadzonki z odkrytą bryłą korzeniową, tzw. balotowane, w których korzenie są owinięte w wilgotne płótno. Można wtedy łatwiej ocenić stan korzeni, każde mocniejsze cięcie czy uszkodzenie mechaniczne jest widoczne. Na dodatek takie sadzonki są tańsze.

Przy każdym zakupie sadzonki powstrzymaj swoją niecierpliwość i nie kupuj dorodnego egzemplarza, który od razu sprawi, że ogród się zmieni, wypięknieje tak, jak sobie zaplanowałeś. Niech sobie pięknieje wolniej, ale bez przykrych niespodzianek. Starsze egzemplarze mogą nie przyjąć się, uschnąć, długo i ciężko chorować, itp. Cierpliwość w ogrodnictwie popłaca.

Drzewka i krzewy sadzone pod koniec lata balansują już na granicy zimowego spoczynku i spowolnionej wegetacji. Jest to idealny moment na sadzenie, gdyż roślina jeszcze „pracuje” nad ukorzenieniem się, a mniej siły poświęca swojej górnej części. Wytwarzające się młode korzeniowe odrosty silniej zakotwiczą roślinę w ziemi.

Jeśli roślinka ma pionowy pokrój warto dodać jej podpórkę, np. bambusową tyczkę lub otoczyć siatką rozpiętą na palikach. Ochroni ją to przed porywistymi zimowymi wiatrami.
Podsumowując – drzewko lub krzew posadzony jesienią, na wiosnę szybciej i lepiej wejdzie w okres wegetacji. Wiosenne sadzenie spowolni wzrost rośliny, która sporo czasu i sił poświęci na ukorzenianie się w nowym miejscu.